High School DxD - Tom 5 Walc: Różnice pomiędzy wersjami

Z High School DxD Wiki
Skocz do:nawigacji, wyszukiwania
(Utworzono nową stronę "<noinclude> ==Żywot 4: Buchou vs Kaichou: Pierwsza połowa!== </noinclude> ===Walc=== Minęło już kilka minut od rozpoczęcia gry. Właśnie zeszliśmy do wielopoziom...")
 
 
Linia 297: Linia 297:
 
|}
 
|}
 
</noinclude>
 
</noinclude>
 
 
 
'''Żywot 5: Buchou vs. Kaichou: Druga połowa!'''
 
 
 
 
'''Część 1'''
 
 
 
 
Kilka minut minęło, odkąd zacząłem walczyć z Sajim.
 
Wymienialiśmy cios za ciosem i widać było, że nie miał żadnych szans. Ledwo
 
trzymał się na nogach, próbując blokować moje ciosy prowizoryczną tarczą z linki
 
Boskiego Daru wokół ręki, jednak nie mógł zablokować ich wszystkich.
 
Czasami mój cios posyłał go na ścianę. Nasze umiejętności walki wręcz były w
 
miarę podobne. Jednak z każdą chwilą moja moc rosła. Już dawno przegoniłem go
 
pod względem ataku i obrony, ale…
 
Nadal się nie poddał! Powaliłem go już tyle razy! Ale on nadal wstawał i atakował!
 
Jego połamane pięści uderzały o moją zbroję. Za każdym razem słyszałem, jak pękały
 
jego kolejne kości.
 
Saji próbował przyczepić do mnie kolejne linie, jednak aura Sekiryuuteia odpychała
 
ją.
 
Jedynie linka zaczepiona do mojego prawego ramienia nie oderwała się nawet po
 
aktywowaniu zbroi! Ba! nawet specjalnie ukierunkowane fale aury nic jej nie robiły!
 
Może gdybym miał Ascalona, to mógłbym ją odciąć… A niech tam, najwyżej
 
poproszę Xenovię o to, kiedy się spotkamy później.
 
To jednak nie było moim jedynym zmartwieniem. Moja zbroja powinna była być
 
twarda. Wytrzymała. Mimo to każdy cios Sajiego bolał. Na początku jedynie z lekka,
 
później coraz mocniej!
 
 
– …Ja… wygram… Pokonam cię… Spełnię moje marzenie…
 
Kim jest ta osoba przede mną? Wymiotował krwią, a nadal chciał walczyć?
 
W tym momencie przypomniały mi się słowa Tannina-ossan.
 
 
「Słuchaj młody. Najgorsze uderzenia to uderzenia z głębi duszy.」
 
 
「Uderzenie… z głębi duszy?」
 
 
「Właśnie tak. W Rating Game spotkasz sporo osób z jasno postawionymi celami.
 
By spełnić marzenia, by wygrać, ze względu na kobietę, rodzinę, pieniądze czy sławę
 
 
– każdy będzie chciał coś osiągnąć. A wśród tych diabłów najgorsi są ci, którzy
 
stawiają swój cel ponad życie. To właśnie ich musisz się przestrzegać.」
 
 
「Ale że co? Że niby oni mają ten cios? To jakiś Sacred Gear czy tam zaklęcie?」
 
 
「…Nie. Zaciśnij pięść. Co w niej trzymasz?」
 
 
 
「…Nie wiem.」
 
 
「„Coś” jednak trzymasz. Marzenie. Cel. Czyjeś życie. Determinację. Cios taką
 
pięścią jest groźny. Lecz niekoniecznie musi to być pięść, może to być dowolny inny
 
atak. Różni się on od normalnych tym, że zawsze cię dosięgnie. Nieważne, ile warstw
 
zbroi i barier masz na sobie – zawsze uderzy cię w głąb twojego ciała, duszy, umysłu.
 
I to właśnie jest w nim najgroźniejsze. Nawet w Zaświatach, gdzie magia styka się z
 
technologią, nadal nie możemy określić, co dokładnie on zawiera. Trudno to
 
wyjaśnić, ale sam zrozumiesz, kiedy się z nim spotkasz. Przeciwnicy, którzy potrafią
 
tak atakować, są groźni. Jeden taki cios potrafi zmienić przebieg walki.」
 
Teraz rozumiem, Ossanie. Jego ciosy przeszywają mnie. Przechodzą przez zbroję i
 
dosięgają moje ciało!
 
 
[Ten duch… Czyżby „Smok Więzienia”, który ukryty jest w jego Sacred Gear,
 
reagował na jego uczucia?]
 
 
Sacred Gear smoczego typu są straszne, Ddraigu! Nawet nie wiem, co się dzieje!
 
 
– Hyoudoooooooooooooooou!
 
 
Nie przestaje atakować mimo tych wszystkich obrażeń!
 
 
– Odpowiedz mi! Jakie to uczucie!? Czy cycki twojej pani są miękkie!? Czy
 
naprawdę są miękkie jak poduszeczki!? Czy kobiece ciało naprawdę jest tak gładkie!?
 
Saji zszokował mnie swoją zazdrością!
 
Wykorzystując chwilę mojego zaskoczenia, Saji wystrzelił linkę w stronkę ławki, po
 
czym rzucił ją we mnie. Podniosłem gardę, a sama ławka rozpadła się na drzazgi pod
 
wpływem uderzenia.
 
 
– O czym myślałeś, jak czochrałeś jej piersi!? CHOLERA JASNAAAA!!!
 
 
Czy te ciosy nie są przypadkiem potężniejsze niż te wcześniejsze, wypełnione
 
marzeniem o byciu nauczycielem!?
 
Zaraz potem przywiązał mnóstwo linek do okolicznych mebli i rzucił je wszystkie
 
na mnie!
 
 
''Gunn!''
 
 
Wystrzeliłem Smocze Pociski o jak najmniejszej mocy. Cholera! Trudno
 
kontrolować ich moc! Nie mogę ich wystrzeliwać tak często, jakbym tego chciał!
 
 
''Doooon!''
 
 
Czerwona energia szybko pochłonęła meble, jednak…
 
 
''Dogoh!''
 
 
Dostałem w plecy! Saji zmienił trajektorię lotu jednej z ławek! Nie było to jakoś
 
silne uderzenie, jednak wytrąciło mnie z równowagi.
 
 
 
– Ja też chciałem pomacaaaaać!
 
Buwah! Saji daje upust swojej frustracji!
 
 
– Jeszcze nawet nie widziałem piersi na żywo! Modlę się o to całe życie! A ty, jak
 
gdyby nigdy nic, dostajesz ich tyle, ile chcesz!
 
 
''Gonn!''
 
 
Powaliłem Sajiego, ale on natychmiast powstał!
 
 
– Ale Hyoudou! Teraz piersi nie są dla mnie najważniejsze! Zostanę nauczycielem!
 
Słyszysz? Niby dlaczego nie mógłbym!? Dlaczego wszyscy nas wyśmiewają!?
 
Wtedy właśnie Saji wykrzyczał swoje marzenie… Nie… To marzenie ich wszystkich.
 
 
– Nie po to powiedzieliśmy nasze marzenia, by nas wyśmiano!"
 
 
– Nie śmieję się! Nie mógłbym! Szczególnie wtedy, kiedy stawiasz je ponad swoje
 
życie!
 
 
Saji, ja… Cholera! Nie wiem! Uderzyłem go jeszcze raz!
 
Jego twarz spuchła, a następnie wypluł trochę krwi i ząb.
 
Jednak nadal się nie poddał.
 
 
– Dzisiaj! Pokonam cię właśnie dzisiaj!
 
Jego krzyk przeszył moją zbroję i uderzył w samo serce.
 
Uderzyłem go wiele razy.
 
 
– Hyuh… Hyuh…
 
 
Zanim się zorientowałem , jego oddech stał się ledwie słyszalny.
 
Całe ciało pokryte było ranami. Krew z jego ust nie przestawała płynąć cienkim
 
strumieniem. Był w takim stanie, że nawet nie mógł już mówić.
 
Zapuchnięta twarz. Nie widać było już jego lewego oka.
 
Niektóre palce miał powyginane w najróżniejsze strony. Nadal jednak w jego oku
 
widać było płomień.
 
 
– Dalej, Saji! Atakuj! Na co czekasz!? Chyba nie pozwolisz, by się na tym
 
skończyło!? Miałeś przecież mnie pokonać!
 
 
Powoli ruszył, krok za krokiem.
 
Nie uciekał. Zbliżał się.
 
Wyglądał dokładnie tak samo, jak ja podczas walki z Feneksem. Widziałem nagranie.
 
Mimo ran szedłem na przód. Wszystko, by pokonać przeciwnika.
 
 
– Ty też ciężko trenowałeś, prawda? Pokaż mi, na co cię stać!
 
 
Czułem jego wzrok. Chociaż byłem o wiele silniejszy, czułem strach. Przerażenie.
 
Powstaje chwilę po tym, jak go położę.
 
Straszne…
 
Hej, Riserze Feneksie. Pewnie czułeś to samo walcząc ze mną? Teraz rozumiem
 
dlaczego ciągle mnie odpychałeś.
 
 
– Wykończę cię, Saji.
 
 
Saji wyprowadził cios swoją połamaną ręką, jednak był on na tyle wolny, że z
 
łatwością zrobiłem unik i wyprowadziłem kontrę.
 
 
''Dagan!''
 
 
– …
 
 
Idealny cios w twarz. Nokaut.
 
Saji stracił przytomność… a mimo to jego ręka zaciśnięta była na mojej. Nie puścił
 
jej.
 
Jego ciało otoczyła światłość.
 
Ja… nie mogłem przestać na niego patrzeć.
 
Czułem, że gdybym się odwrócił, mógłby się odrodzić.
 
 
[Jeden z Pionów Sony Sitri pokonany!]
 
 
– Koneko-chan. – Podniosłem przyłbicę. – …Możesz potrzymać mnie za rękę?
 
 
– …Senpai?
 
 
– To pierwszy raz, kiedy pobiłem przyjaciela. Ja wiem, że musiałem, ale… –
 
odpowiedziałem z wymuszonym uśmiechem.
 
 
Koneko-chan delikatnie chwyciła moją dłoń. Czułem jej ciepły uśmiech przez
 
rękawicę.
 
 
– Byłeś niesamowity. Powinieneś być z siebie dumny.
 
 
Te słowa przyniosły mi ulgę.
 
 
 
 
'''Część 2'''
 
 
 
 
Po zakończonym pojedynku z Sajim wyważyłem drzwiczki pobliskiego automatu z
 
napojami. Wspólnie z Koneko-chan ugasiliśmy nasze pragnienia.
 
Cholera jasna. Moje ciało nadal się trzęsło. To przez zbroję? Nie no, nie byłem w aż
 
tak złym stanie przed jej założeniem, żeby teraz nie móc walczyć.
 
Zgodnie z niedawnym ogłoszenie, jeden z naszych Skoczków odpadł. Ciekawe
 
kto? Najpewniej ten, co przetrwał, nie jest mocno ranny.
 
Przeciwna strona straciła Skoczka i Wieżę.
 
Po naszej stronie sześcioro. Po ich czwórka. Nadal jednak nie możemy liczyć na
 
łatwe zwycięstwo. Co gorsza, miałem mniej niż dwadzieścia minut Łamacza Ładu.
 
Musieliśmy to szybko skończyć.
 
 
– …Ise-senpai. – Koneko-chan wskazała na moje prawe ramię.
 
 
Mimo jego zniknięcia, linka Sajiego nadal się trzymała. Nie ruszyło jej nawet
 
aktywowanie zbroi. Najpewniej połączona była z ich bazą.
 
No ale po co? Musiało być w nią włożone mnóstwo pracy i uczuć, by tak długo
 
działała… Co też oni planowali?
 
Wtedy też odezwały się nasze komunikatory.
 
 
[Drużyno atakująca, odbiór. Wyruszyliśmy do bazy przeciwnika.]
 
 
Komunikat od Buchou. A więc i oni ruszyli. Początkowe i środkowe fazy planu
 
zostały wykonane, więc czas na wielki finał! Wziąłem głęboki oddech.
 
 
– Ruszajmy, Koneko-chan.
 
 
Koneko-chan przytaknęła, po czym ruszyliśmy.
 
W samym środku centrum był placyk.
 
Po jego środku znajdował się zegar, który otoczony był ławeczkami. Zmęczeni
 
zakupowicze często tu przysiadali, by odpocząć. Kilka kroków dalej zatrzymałem się.
 
Przed nami stała Sona-kaichou!
 
 
– Dzień dobry, Hyoudou Issei-kun, Toujou Koneko-san. A więc to tak wygląda
 
Sekiryuutei z bliska. Ilość twojej aury jest przerażająca. Teraz już wiem, dlaczego
 
wszyscy uznają cię za tak groźnego – powiedziała tonem pełnym opanowania i
 
spokoju.
 
Kaichou otoczona była barierą podtrzymywaną przez dwoje Gońców. Linka z
 
mojej prawej ręki przyczepiona była do jednej z nich.
 
Cholera! A co, jeżeli ich plan polegał na wzmocnieniu bariery moją mocą?
 
Jeśliby Kiba lub Xenovia tu byli… Ich święte miecze szybko by sobie z nią
 
poradziły.
 
Chwilę później pojawiła się wiceprzewodnicząca Shinra-senpai. Co za piękność! I
 
to ciało!
 
Zaraz za nią pojawił się Kiba. A więc to Xenovia została pokonana?
 
 
– …Zrobiłaś się dość zuchwała, wychodząc tak na sam środek.
 
 
Buchou!
 
 
– Czyż sama nie jesteś równie zuchwała, pojawiając się tu jako ich Król, Rias.
 
 
– Może i tak. Zresztą, doszliśmy już do samego finału… Choć trochę różni się on
 
od moich oczekiwań.
 
 
Początkowo plan zakładał pokonanie Kaichou przez Xenovię i Kibę. Miałem robić
 
za przynętę… ale ona to wszystko przewidziała!
 
 
 
 
Nagle zrobiło mi się słabo… Co do…
 
Zachwiałem się…? Coraz ciężej idzie mi myślenie…
 
W końcu padłem na kolana.
 
 
– …Ise!?
 
 
Buchou zauważyła tę nagłą zmianę we mnie, a po chwili jasnozielone światło
 
Sacred Gear Asi otoczyło mnie swoim ciepłem. Cały ból zniknął, jednak słabość
 
pozostała!
 
Buchou chciała użyć Łez Feniksa jednak zatrzymała się. Zdecydowała, że jeżeli coś
 
nie może zostać uleczone Sacred Gear Asi, to i łzy na nic się nie zdadzą.
 
Wszyscy zwrócili na mnie swoją uwagę. Tylko Kaichou uśmiechnęła się.
 
 
– Na nic się zdadzą Sacred Gear Asi i Łzy Feniksa. Rias, widziałam nagranie walki z
 
Riserem. Zrozumiałam, że Hyoudou-kun nigdy by się nie poddał. To było tak
 
przerażające… Ze względu na swoich przyjaciół, samego siebie i… ciebie, Rias. – Po
 
chwili przerwy, kontynuowała: – Nie moglibyśmy pokonać go w walce. Ta jego
 
odwaga i determinacja jest równie potężna, jak moc Sekiryuuteia. Nieważne, ile razy
 
padnie, zawsze powstaje. Wola walki powoduje, że rośnie w siłę.
 
T-to dlatego, że odwaga i determinacja to moje jedyne talenty…
 
 
– Dlatego nie mieliśmy innego wyboru. Musieliśmy pokonać go innym sposobem.
 
 
Jedna z Gońców wyjęła małą paczuszkę.
 
Jej zawartość była czerwona. Zupełnie jak kolor krwi. Na samej górze miała linkę
 
zupełnie taką samą, jakiej używał Sa… zaraz. Nie. Cholera jasna, nie mówcie, że to w
 
środku to… Kaichou jednak potwierdziła moje przeczucia.
 
 
– To twoja krew. Jesteś wskrzeszonym diabłem na bazie człowieka. Śmiertelnym
 
jest dla człowieka stracenie połowy krwi. Pamiętasz zasady Rating Game? Gdy diabeł
 
nie jest w stanie kontynuować walki, zostaje odesłany do pokoju medycznego.
 
 
…Saji! Ty mały skurwielu! Planowałeś to od samego początku!
 
Cholera! Straciłem czucie w ciele!
 
 
''Hyuh!''
 
 
Kiba rzucił święty demoniczny sztylet i odciął linkę… moja krew rozbryzgała się po
 
całej podłodze.
 
 
– Za późno. Straciłeś tyle krwi, że za chwilę zostaniesz pokonany.
 
 
– Sona! Ty…! – Buchou podbiegła do mnie. Jej twarz wyrażała złość.
 
 
Zostaliśmy z Buchou przechytrzeni…
 
 
 
– Właśnie tak, użyliśmy Sacred Gear Sajiego, by wysysać jego krew, kropla po
 
kropli… Dopóki nie stanie się to zbyt niebezpieczne. By użyć Sacred Gear
 
wysysającego energię do wysysania krwi, potrzeba było ogromnej ilości treningu. Ale
 
udało mu się.
 
 
A więc trzymał się tak długo nie tylko z powodu marzeń, ale głównie, by zyskać na
 
czasie! Poświęcił się, by wyssać jak najwięcej krwi!
 
Jednak mógł zyskać na czasie ucieczką, a wolał stanąć ze mną twarzą w twarz! Saji!
 
Więc jednak chciałeś tylko obić mi mordę!
 
 
– Hyoudou-kun. Zaraz odpadniesz. Pewnie zdołasz wykonać z atak albo dwa.
 
Twoja zbroja jest potężna, jednak w środku nadal jesteś diabłem z krwi i kości.
 
Istnieje wiele sposobów, by cię pokonać. Nawet jeżeli nie pokonamy cię w walce,
 
system uzna twoją niemożność do walki.
 
…Nie mam nawet siły wstać… A więc tak łatwo można mnie pokonać?
 
 
– Rias, co chcesz poświęcić dla zwycięstwa? – zadała pytanie Buchou. – Ja jestem
 
gotowa oddać życie. Moje marzenie jest dość trudne do zrealizowania. Jeżeli nie
 
pokonam wszystkich na mojej drodze, nie stworzę drogi, która by do niego
 
prowadziła. – Po krótkiej pauzie dodała: – Rias… Zniszczę twoją dumę i szacunek.
 
Buchou wyglądała, jakby coś ją użądliło. Musiała być zszokowana. Przewaga, jaką
 
teoretycznie mieliśmy, powodowała, że myśleliśmy już o wygranej. Jednak to nie
 
byłoby emocjonujące.
 
Dlatego stało się tak a nie inaczej. Gdybyśmy zgnietli przeciwników jak robaki,
 
szacunek Buchou spadłby. Dlatego też Sona wymyśliła tyle zasadzek, by zdobyć jak
 
najlepszą ocenę!
 
Sono Sitri! Jak daleko sięgają twe plany!?
 
Wzrok Kaichou przesunął się na mnie.
 
 
– Saji… Zawsze mówił, że cię przewyższy. Byłeś dla niego przyjacielem a
 
jednocześnie rywalem, którego chciał przeskoczyć.
 
 
 
 
Czułem się tak samo. Słowa Kaichou dodały mi otuchy. Teraz już wiem, dlaczego
 
walczył tak ostro.
 
To ja byłem jego celem… Od samego początku.
 
 
– Jednakże to ty miałeś w sobie legendarnego smoka. To spowodowało u niego
 
kompleks niższości. Chciałam, aby podczas dzisiejszego meczu zrozumiał, że jest to
 
głupstwo. Dlatego też jego Sacred Gear wiąże cię nawet po jego odejściu. Włożył w
 
nią wiele sił. Dlatego zanim odpadniesz, zapamiętaj to sobie – nie jesteś jedynym
 
Pionem, który ma marzenia! Ten, który cię pokonał, zwie się Saji Genshirou!
 
 
「Dzisiaj! Dzisiaj cię pokonam!」
 
 
Przypomniałem sobie jego słowa.
 
Saji… wszystko to, by mnie pokonać!
 
…Cholera, Saji. Jesteś niesamowity. Mimo takiej różnicy sił nadal ze mną walczyłeś.
 
Wierzyłeś, że nawet jeżeli nie pokonasz mnie bezpośrednio, to twoje działania
 
pozwolą reszcie mnie pokonać…
 
Nie musisz się już martwić… Wygląda na to, że sam jeden mnie pokonałeś.
 
Ale nie odejdę bez pokazania mojej sekretnej techniki!
 
Zebrałem ostatnie strzępki sił i powstałem! Zrobiłem kilka kroków, by mieć w
 
zasięgu wszystkie osoby!
 
Jeżeli mam zostać pokonany, to przynajmniej sobie pofolguję! Wystawiłem obie
 
dłonie przed siebie i skupiłem się na cycuszkach Buchou!
 
 
– Zanim odpadnę… Chyba sobie trochę użyję…
 
 
Właśnie tak. Skoro tak czy siak odpadnę, to mogę im pokazać, na co mnie stać.
 
Zebrałem całą pozostałą moc w moim mózgu…Lśnijcie, me żądze!
 
Cała aura, którą posiadałem, przestała być mocą i przeniosła się do mojego umysłu.
 
 
– Powstań, me pożądanie! Niech cały świat padnie przed twym majestatem!
 
Używając mocy Sekiryuuteia osiągam nowe wyżyny mocy! Wytrzymaj jeszcze
 
chwilę, moje ciało! Przewyższę moje byłe „ja”! Oto technika, która nie ma sobie
 
równych!
 
 
– Szerz się, świecie mych marzeń!
 
 
Tajemnicza przestrzeń rozwinęła się wokół mnie. Czując ją, niewiasty z obu drużyn
 
instynktownie zasłoniły swoje ciała.
 
Nie martwcie się jednak. Daleko jej do widowiskowości Niszczyciela Szat.
 
Następnie wezwałem Buchou… a raczej jej cycuszki.
 
 
– Niechaj zabrzmią wasze głosy!
 
 
[Ise, wszystko dobrze…? Robienie takich dziwnych rzeczy źle wpłynie na twoje
 
zdrowie…]
 
 
Urocze głosy dobiegły z piersi Buchou.
 
Hahahahaha! Udało się! Słyszę je! Ja je słyszę!
 
 
– Martwisz się o mnie, Buchou, czyż nie? Że źle wpłynie to na moje zdrowie, coś
 
tak dziwnego…
 
Buchou zamurowało.
 
 
– Ise… S-skąd to wiesz!?
 
Następnie spytałem się Kaichou… jej piersi.
 
 
– O czym myślicie?
 
 
[Mamy nadzieję, że nie wymyślił czegoś do czytania umysłów☆? Byłoby to dość
 
kłopotliwe!☆]
 
 
A więc o tym myślą jej piersi.
 
Charaktery piersi nie są zawsze takie same, jak charaktery ich właścicielek. Cycuszki
 
Buchou brzmiały jak małe dziewczyny, podczas gdy piersi Kaichou przypominały jej
 
starszą siostrę, Serafall Lewiatan.
 
 
– Sono-kaichou… Myślisz że moja technika pozwala mi czytać wasze myśli, czyż
 
nie?
 
 
Kaichou była zaskoczona moimi słowami.
 
 
– Fufufu, to nie to, choć blisko. Słyszę głosy prawdziwych was… Głosy waszych
 
piersi!
 
 
Przedstawiłem imię mojej techniki z najlepszą pozą, jaką mogłem wymyślić!
 
 
– Moja nowa technika! Poligloctwo! Pozwala mi słyszeć głos kobiecych piersi!
 
 
Kiedy zadam im pytanie, odpowiedzą mi bez grama kłamstwa! To najpotężniejsza
 
technika, jaką posiadam. Pozwala zrozumieć mi serca moich przeciwniczek! …Ugh,
 
nie pozostało mi zbyt wiele czasu.
 
Właśnie tak! Jestem zadowolony z efektów. Choć miałem mało sił, opłacało się.
 
Kiedy trenowałem w górach, nie mogłem zaspokoić moich „potrzeb”. Cała ta
 
frustracja zbierała się we mnie.
 
Chcę je zobaczyć.
 
Ale na tej górze nie było żadnego porno ani tym bardziej kobiet. Tylko jeden,
 
cholernie wielki smok.
 
Dzień w dzień zmuszony byłem walczyć o przetrwanie, uciekając przed nim.
 
Dlaczego ktoś taki jak ja, dziecko dwudziestego pierwszego wieku, musiało
 
prowadzić tryb życia jaskiniowca?
 
Chcąc spotkać jakąkolwiek kobietę, coś we mnie pękło. Coś się we mnie zmieniło.
 
Znałem historię o pewnych starych mnichach, którzy medytując, osiągnęli nirwanę.
 
I wtedy pojawiła się pewna myśl. Jeżeli wyzbycie się wszelkich ziemskich potrzeb
 
prowadziło do świętości… to co by się stało, gdybym zrobił przeciwnie?
 
Moje serce zaczęło poszukiwać erotycznego sensu życia.
 
Noc w noc, sam na wielkiej górze, wpatrywałem się w gwiazdy. Poddawałem się
 
żądzy. Poddawałem się cyckom.
 
By nic nie zakłóciło mi tej wizji, przesiadywałem często w pozycji zen.
 
Chcę ich dotknąć. Gnieść. Naciskać. Oddychać nimi. Leżeć pomiędzy nimi.
 
Po wielu dniach „medytacji” oświeciło mnie.
 
Chcę z nimi rozmawiać.
 
Gdy zdałem sobie sprawę, jak wiele im zawdzięczam, chciałem im podziękować. A
 
żeby tego dokonać, musiałbym być w stanie z nimi rozmawiać.
 
Wtedy jeszcze brakowało mi mocy, ale… Potęga Sekiryuuteia zwielokrotniła się!
 
Nareszcie jestem w stanie tego użyć!
 
 
– Co tam myślicie, cycuszki Gońca-oneesan, stojącej nieopodal?
 
 
– N-nie słuchajcie go! – Onee-san próbowała zakryć swoje piersi… Za późno!
 
 
[Kiba-kyun! Jestem tak szczęśliwa, że obok mnie stoi Kiba-kyun!]
 
 
– Że co!? Dlaczego tylko Kiba jest taki popularny!? Hej, piersi drugiej onee-san. A o
 
czym wy myślicie?
 
 
Gdy padł na nią mój wzrok, dziewczyna skuliła się, chowając głowę między nogami.
 
 
– Proszę, nie! To ohydne!
 
 
[Hyoudou jest straszny… Dlaczego mimo tak potężnej zbroi nadal wygląda na
 
małego zboczucha…?]
 
 
…Załamałem się. Cholera. A więc to są te słowa, które ranią… Na dodatek moje
 
ciało też było już na skraju…
 
Gdy rozejrzałem się wokoło… Wszyscy byli zdenerwowani.
 
…A wy niby dlaczego nie jesteście zaskoczeni moją techniką?
 
Oczy Kaichou drżały, a Buchou przyłożyła dłoń do swojego czoła i westchnęła.
 
 
– Rias… To trochę…
 
 
– Przepraszam…
 
 
– To z pewnością potężna technika, ale z takim naruszeniem prywatności żadna
 
diablica nie będzie chciała walczyć przeciw niemu.
 
 
– Wiem, wiem…
 
 
Ż-że co!? Co to za reakcje!? Z tego wszystkiego wynikało, że byłem…
 
 
– …Prawdziwy zboczeniec!
 
 
– ZBOCZEK!
 
 
Dostałem po głowie zarówno od drużyny Sitri, jak i mojej!
 
 
– …
 
 
…Zatkało mnie… Niemożliwe… Tak właśnie skomentowały to piersi wszystkich tu
 
zebranych dziewczyn.
 
Nie no! Zobaczcie, jak dobra jest to technika!
 
 
– Cycuszki Asi, a wy co myślicie?
 
 
[Głupi Ise! Jak możesz robić coś takiego w takim stanie! A-ale nie martw się,
 
wyleczę cię!]
 
 
No nie do wiary! Piersi Asi są tsunderkami!
 
 
– …A byłeś taki fajny jeszcze przed chwilą. Zboczuch.
 
 
Ał! Twoje słowa bolą, Koneko-chan!
 
Ugh! …Cholera. Zaraz stracę przytomność.
 
…W takim razie przynajmniej poznam plany Kaichou.
 
 
– Piersi Kaichou! Powiedzcie mi, co za niecny plan uknuła wasza posiadaczka!
 
 
[Ta specjalna bariera to tylko pic na wodę☆. Znajduje się tu tylko holograficzny
 
obraz mojej duszy☆. A skoro jest tu moja dusza, to łatwo mogę sprawić, że aura
 
mojego ciała przeniesie się do bariery☆. Tak naprawdę jestem na dachu☆. Dzięki
 
temu zmęczycie się, niszcząc barierę☆.]
 
 
A więc to tak… Tylko jej dusza znajduje się wewnątrz bariery.
 
Dobra, czas przekazać to reszcie.
 
 
– Słuchajcie wszyscy, Kaichou w tej barierze to tylko iluzja wytworzona z jej duszy
 
w barierze przez te dwie Gońce. Dlatego Koneko-chan nie wyczuła jej ciała. Mieliśmy
 
zmęczyć się, niszcząc tą barierę… Prawdziwa Kaichou czeka na nas na dachu… Ale
 
dzięki temu, że jest to jej dusza, moje Poligloctwo na niej zadziałało… Czyli mogę
 
rozmawiać nawet z hologramami cycuszków…?
 
 
Gdy tylko skończyłem mówić, upadłem.
 
 
– Ise-san!
 
 
Asia próbowała do mnie podbiec, ale została zablokowana przez wrogą Królową.
 
Upadła na kolana i przybrała pozycję do modlitwy. Całe jej ciało zaczęło lśnić lekką
 
zielenią, która rozszerzyła na teren wokół niej. To były owoce jej treningu!
 
Najpewniej wiedziała, że żadne leczenie już mi nie pomoże, ale mimo to
 
próbowała. Dobre z ciebie dziecko, Asiu. A wraz ze swoimi tsunderewatymi
 
piersiami, to już całkiem wspaniała!
 
 
– Na to czekałam!
 
 
Jedna z Gońców Kaichou przerwała iluzję i barierę, a druga natychmiast weszła w
 
strefę leczącą Asi!
 
 
– Odwrócenie!
 
 
Bach! Zielone światło zmieniło barwę na czerwoną!
 
 
– …Ach!
 
 
Ciało Asi zaczęło lśnić i znikać!
 
 
– Odwrotnością leczenia są obrażenia… Umiejętności lecznicze Argento-san są
 
potężne… Dlatego właśnie je odwróciliśmy… – powiedziała jedna z Gońców, która
 
weszła w pole Asi. Wyglądała na niezmiernie zadowoloną, mimo że wymiotowała
 
krwią.
 
 
 
– …Pokonałam medyka Gremorych… Kaichou
 
Goniec Kaichou zniknęła w tym samym momencie, co Asia.
 
…Cholera… Dorwali ją… Ja też…
 
Moje ciało otoczyła jasność. Już po mnie… Chciałem chociaż dojść do ich bazy i
 
promować do Królowej… Cholera! Żeby tak paść bez nawet tego… Żałosne!
 
Ale przynajmniej użyłem Poligloctwa…
 
Saji…ja…
 
 
[Jeden z Gońców Rias Gremory-sama pokonany!]
 
 
[Jeden z Gońców Sony Sitri-sama pokonany!]
 
 
[Pion Rias Gremory-sama pokonany!]
 

Aktualna wersja na dzień 15:13, 9 sty 2020

Żywot 4: Buchou vs Kaichou: Pierwsza połowa![edytuj]

Walc[edytuj]

Minęło już kilka minut od rozpoczęcia gry. Właśnie zeszliśmy do wielopoziomowego, podziemnego parkingu. My, czyli ja, Kiba, i Xenovia.

Powoli przemierzaliśmy prawie nieoświetlony teren – była to już dla nas norma, gdyż podczas różnych misji wielokrotnie natykaliśmy się na szpiegów i pułapki czyhających w ciemnościach.

Podbiegłem do przodu, by upewnić się, czy aby nikt nie chował się za przeszkodą przed nami, po czym zawołałem Xenovię. Powtarzając ten schemat, powoli doszliśmy do schodów.

Plan zakładał przedostanie się na pierwsze piętro parkingu, schodząc zjazdem dla samochodów. Oczywiście winda byłaby o wiele szybszym sposobem, jednakże wtedy stalibyśmy się łatwym celem do ataku, dlatego też wybraliśmy najbezpieczniejszą opcję.

Gdy tylko zeszliśmy na pierwsze piętro…

Ktoś na nas czekał.

Dziewczyna z długimi, czarnymi włosami i okularami…

Znałem ją! To Królowa Kaichou, wiceprzewodnicząca samorządu uczniowskiego –Shinra Tsubaki-senpai. W ręku trzymała naginatę.

No tak, przecież było to w danych, że się szkoliła w walce i osiągnęła wielką wprawę w posługiwaniu się nią.

– Dzień dobry, Kibo Yuuto-kun, Xenovio-san. Jak leci? Wiedziałam, że przyjdziecie właśnie tu – powiedziała obojętnym głosem.

Zaraz za nią pojawiły się dwie dziewczyny: jedna wysoka, druga szczupła z mieczem.

Wysoka to Yura-san, Wieża. Dziewczyna z mieczem to Meguri-san, Skoczek.

Yura-san przodowała w walce wręcz, zaś Meguri-san pochodziła z klanu utrzymującego się z eksterminacji złych duchów.

Już rozumiem… Specjalnie zostawiłaś tu tę trójkę, Sono-kaichou. Rozgryzła nas. Zajęła miejsce, które było jednym z naszych pierwszych celów.

Xenovia wyjęła swój miecz z pochwy, podczas gdy ja stworzyłem w swojej dłoni święty demoniczny miecz.

Xenovia nie przyzwała Durandala ze względu na specjalne zasady gry. Gdyby to zrobiła, jego niekontrolowana moc zniszczyłaby otoczenie.

[Jeden z Gońców Rias Gremory-sama został pokonany.]

! Pokonali jednego z naszych!? Wątpię, by była to Asia-san. Nie wiem, co się stało, ale najpewniej dorwali Gaspera.

– Jacyś wy spokojni – powiedziała Shinra-senpai.

– To oczywiste. Już dawno bym przegrał, gdybym ostro reagował na każdą taką wiadomość – odpowiedziałem spokojnie, choć w głębi siebie kipiałem ze złości.

W przypadku gdy przegrywał mój przyjaciel, to nawet ja odczuwałem żal i frustrację.

Gasper-kun. Pewnie zostałeś zdjęty, zanim zdążyłeś użyć swoich mocy. Nie martw się – moje ostrze uderzy także i za ciebie.

– No nieee… – westchnęła stojąca obok mnie Xenovia. – A mówiłam mu, żeby skupił się bardziej na treningu ciała.

Była spokojna; w każdym razie taką udawała, gdyż jej oczy płonęły.

– Ale to nie ma znaczenia. Pokonaliście mojego uroczego kouhai. Pomszczę go. – Xenovia zaczęła wydzielać przerażającą aurę, która wpłynęła nawet na mnie, jej sojusznika.

Jak się okazało, była ona niezwykle czuła dla swoich przyjaciół. Mimo pozorów, lubiła Gaspera i uważała go za uroczego. Dlatego też jego porażka była dla niej nie do przyjęcia.

Przygotowaliśmy nasze specjalne bronie i równocześnie doskoczyliśmy do naszych przeciwników.

Brzdęk!

Ja i Shinra-senpai, a także Xenovia i Meguri-san skrzyżowaliśmy miecze. Powietrze przeszyły dźwięki zderzających się ostrzy, a mrok rozświetliły iskry.

Wtedy też Meguri-san zauważyła, co Xenovia trzymała w dłoni i natychmiast się cofnęła.

– …Święty miecz!? – krzyknęła z zaskoczenia.

Właśnie tak, Xenovia trzymała święty miecz. I to nie byle jaki…

– Właśnie tak, Ascalon. Ise-senpai pożyczył mi go.

[!?]

Azazel-sensei zauważył Ascalon, który był wbudowany w Dar Wzmocnienia.

– Ise, a nie mógłbyś go wyjąć?

Dzięki tym słowom odkryliśmy, że Ascalon mógł zostać odczepiony od Boskiego Daru. Zaraz po tym Sensei szybko dostarczył go Xenovii wraz z nowym planem treningowym.

Wyglądało na to, że spędziła całe dnie, próbując go opanować. A jako że zarówno smokoobójcze moce ostrza i moc Sekiryuuteia zmieszały się poprzez asymilację, Ascalon stał się wyspecjalizowaną bronią o ogromnej sile.

Może i nie dorównywał mocy destrukcji Durandala, jednakże łatwość jego używania sprawiała, że przewyższał pod względem sytuacji, w których można było go zastosować.

Z drugiej strony Ise-kun nie posiadał go teraz. Raczej nie powinno było to na nas jakoś wpłynąć, ale…

Chwilę później wraz z Xenovią wróciliśmy do naszej walki.

Próbowaliśmy unikać bliskości naszych starć, by na siebie nie wpływać, jednakże największym zagrożeniem była Yura-san.

W zależności od jej ruchów wiedzieliśmy, czy będzie atakować jednego z nas.

Uważając na Yurę-san, kontynuowałem wymianę uderzeń z wiceprzewodniczącą. Zarówno ataki moje, jak i Xenovii miały w sobie święty element, tak więc nawet najmniejsze rany mogły doprowadzić do wyautowania naszych przeciwników, jako że użycie technik leczniczych było mocne ograniczone.

Jedno uderzenie – tyle dzieliło nas od wygranej!

Przechodząc między atakiem a obroną, Xenovia stworzyła wyrwę czasoprzestrzenną. Zazwyczaj oznaczałoby to pojawienie się Durandala… jednak nie tym razem.

Aura świętości wypłynęła z wyrwy i oplotła Ascalon.

– Nie wyciągnęłaś Durandala!? Ty… Ty tylko wysysasz jego aurę!

Shinra-senpai była zaskoczona, zaś Xenovia tylko się uśmiechała.

– Właśnie, ktoś mi podsunął taki fajny sposób na użycie jego mocy. Szczęśliwie udało mi się go osiągnąć podczas treningu. Teraz o wiele lepiej władam nad Durandalem.

Buchou i Azazel-sensei byli zachwyceni Durandalem, jednakże radość była przyćmiewana przez rozczarowanie faktem, że Xenovia nie była w stanie nim dobrze władać.

Durandal to święty miecz o niespotykanej ostrości, dlatego też, gdy właściciel nie może go kontrolować, staje się on obósiecznym mieczem. Z tego powodu Azazel-sensei wpadł na pewien pomysł.

– Możesz spróbować wyciągnąć tylko aurę świętości z przestrzeni, w której trzymasz Durandala, a następnie użyć jej, by wzmocnić czy to Ascalona, czy też miecz stworzony przez Kibę.

Ja także byłem pod wrażeniem prostoty i geniuszu tego pomysłu.

Durandal po prostu wydzielał aurę, którą wykorzystywaliśmy do wzmocnienia naszych mieczy.

Może i nie był to Durandal, lecz dzięki jego mocy każdy miecz stawał się o wiele potężniejszy. Tak właśnie stało się z Ascalonem trzymanym w dłoniach Xenovii.

Naczelnik Upadłych Aniołów Azazel. To on pokazał nam te wszystkie możliwości. Upadły anioł, który jeszcze niedawno był naszym wrogiem. Naprawdę cieszyłem się, że teraz był po naszej stronie.

Xenovia rozpoczęła kontratak!

Brzdęk! Brzdęk!

Kolejne iskry rozświetlały mrok panujący na parkingu. Umiejętności, a także i sam miecz posiadany przez Skoczka Meguri-san były bardzo dobre, jednakże nie były one wystarczające przeciwko szybkości i sile uderzeń Xenovii.

– Spróbuj tego!

Xenovia nie omieszkała natychmiastowo wykorzystać drobnego błędu jej przeciwniczki! Już po niej!

Jednakże wtedy pomiędzy nimi pojawiła się Yura-san!

Wystawiła obie ręce przed siebie…

– Odwrócenie.

Nagle święta aura zniknęła, a na jej miejsce pojawiła się demoniczna!

Xenovia nie mogła już wycofać ataku; jej miecz został przechwycony przez Yurę-san i odepchnięty.

Yura-san chciała zaatakować wytrąconą z równowagi Xenovię, lecz w ostatniej chwili ta druga zdołała uniknąć jej kopnięcia.

Szlaaast!

Kopnięcie było tak potężne, że kilka samochodów zostało przewróconych. Bezpośrednie uderzenie byłoby śmiertelne.

Zamurowało mnie. Co się właśnie stało? Jakim cudem święta aura zmieniła się w demoniczną!?

Yura-san wykrzyczała jakieś „odwrócenie”… Czyli to ona zamieniła aury? To jej umiejętność? Boski Dar? Nie wiem. Ważne, że była to dość kłopotliwa umiejętność.

Prawdopodobnie jedna z tak zwanych „kontr”. Tym razem mieliśmy szczęście, jednak jeżeli Yura-san i Meguri-san użyłyby tego w odpowiednim momencie…

Święta aura Ascalonu została zmieniona w demoniczną. A że diabły stworzone były z niej, to i obrażenia zadane przez miecz będą pozbawione wszystkich modyfikatorów. Koniec końców potężny atak stał się zwykłym cięciem.

Xenovia miała świetne umiejętności, jednakże walczyła i trenowała tylko świętymi mieczami. Z taką kontrą, nawet Xenovia może sobie nie poradzić.

…Brawo, Sitri, brawo… W takim razie…

– Xenovia! Zmiana!

Na mój rozkaz Xenovia i ja zamieniliśmy się przeciwniczkami.

Zaskoczyłyście nas. Jednak z moim świętym demonicznym mieczem wasza kontra traciła sens.

Yura-san nie ustawiła się do kolejnej kontry, zamiast tego zaatakowała mnie wraz z Meguri-san.

Obok nas Xenovia i Shinra-sanpai rozpoczęły walkę. Szaleńcze ataki Xenovii zapędziły Shinrę-senpai w róg. Teraz ją ma!

Xenovio, załatw ją!

Jak gdyby czytała w moich myślach, Xenovia przyjęła odpowiednią posturę. Da radę! Jeżeli zlikwidujemy przeciwną Królową, cały mecz stanie się o wiele prostszy!

– W ten sposób jest już po meczu!

Xeniovia natarła z pełną siłą! Jednak w tym samym momencie…

– …Boski Dar, Lustro Odbicia!

Ogromne, bogato zdobione lustro pojawiło się przed Shinrą-senpai.

Xenovia nie zatrzymała się i rozbiła je.

Zuooon!

– …!?

Rozbite lustro wypuściło falę, która uderzyła w Xenovię!

Oszołomiona Xenovia zaczęła pluć krwią.

– Gdy to lustro zostaje zniszczone, cała siła uderzenia zostaje zdublowana i skierowana na atakującego. Jestem użytkownikiem kontry. Kibo Yuuto-kun, to był błąd wysyłać Xenovię przeciwko mnie – powiedziała szyderczo Shinra-senpai

– Gahah! – Xenovia zwijała się z bólu na posadzce.

…Załatwili nas! Jej umiejętność była zupełnie inna, niż słyszałem. Czyżby wyćwiczyła nową umiejętność!?

– Pozostałeś tylko ty, Kibo Yuuto. Tylko ty…

Ich trójka próbowała mnie otoczyć. Chwyciłem Xenovię i schowałem się przed ich wzrokami w mroku.

Oparłem Xenovię o samochód i rozpocząłem pierwszą pomoc przy użyciu środków z niedawno odwiedzonej apteki.

Przegraliśmy. Kompletna porażka. Że też ona postawiła na dwie osoby z kontrą. Wyglądało na to, że Kaichou chciała wyeliminować nas jako pierwszych. Wiedziała, że to najpewniej my będziemy tędy przechodzili.

Ta trójka była najgorszą rzeczą, która mogła przytrafić się nam jako Skoczkom. Wszystkie trzy uzupełniały się wzajemnie, a jednocześnie kontrowały nas, użytkowników świętych mieczy.

Czyżby Kaichou przewidziała wszystko do takiego stopnia?

Xenovia… nie było z nią dobrze. Oberwała od podwojonych mocy Ascalona i Durandala.

Jeżeliby Boski Dar Shinry-senpai odbijał w pełni świętość, to byłby nasz koniec. Gdyby nie potrafiła się nim dobrze posługiwać, Xenovia zginęłaby.

Z tymi obrażeniami długo nie wytrzyma. Jeszcze jeden atak skierowany w jej stronę i koniec.

Nie mogliśmy użyć Łez, gdyż to Buchou miała je przy sobie.

Gdy zacząłem opatrywać Xenovię, ta chwyciła mnie za dłoń i rzekła:

– …Zostaw mnie tutaj. I tak z powodu tych obrażeń moje wycofanie to tylko kwestia czasu.

Jednakże odciągnąłem jej rękę i kontynuowałem.

– Wiem, wiem. Ale wiesz, obiecałem że nie pozostawię sojuszników na pastwę losu.

– …Miłe. Jesteś zupełnie jak Ise.

Uśmiechnąłem się.

– Dzięki. Bo wiesz, cząstka mnie myśli, że bycie takim jak on nie byłoby takie złe.

Właśnie tak. Chciałbym móc nigdy się nie poddawać jak Ise-kun.

Mimo że wie, że jest słaby, to nadal wychodzi naprzeciw wrogom. Umniejsza sobie, lecz jednocześnie zna swoje limity lepiej niż ktokolwiek inny. Jego ciężka praca jest niesamowita.

Najpewniej już dawno przegonił mnie pod względem siły fizycznej. Dzięki samozaparciu i wysiłkowi wstąpił na poziomy zasługujące na pochwałę, coś czego każdy mógł mu zazdrościć.

– Jak Ise? Znaczy chcesz zostać zboczuchem?

– Akurat to, to jedyne, co mógłby sobie zatrzymać. Raczej wolałbym jego odwagę i samozaparcie.

Słysząc to, Xenovia zaśmiała się cicho.

– …Racja, to do ciebie wcale nie pasuje.

Też tak myślę.

– Może. Jednakże tak długo, jak będę mógł ruszyć chociaż jednym palcem, tak długo nie padnę!

– …Rozumiem. Próbujesz mi wmówić, że nawet ktoś taki jak ja, kto nie może się ruszyć, może ruszyć palcem? Okrutne.

– Jeżeli padnę, zrobię przed tym to, co do mnie należy. Nawet jeżeli mógłbym tym palcem ruszyć tylko na milimetr albo dwa. Jeżeli tego nie zrobię… żal niezrobienia tego będzie tak wielki, że wolałbym zginąć!

[Jeden z Pionów Sony Sitri został pokonany!]

Ogłoszenie. Wyglądało na to, że ktoś załatwił jednego przeciwnika. Nie mogliśmy być gorsi.

Odgłos zbliżających się przeciwników.

…Xenovio.

Nie zostało ci zbyt wiele czasu. Ale nie martw się. Pokażę ci to, czego pragniesz. Wyszedłem naprzeciw wrogom.

– Gotowy na porażkę? – zapytała Shinra-senpai, przygotowując się do ataku swoją naginatą.

Mała wyrwa pojawiła się za moimi plecami. To sprawka Xenovii. Chwilę później otoczyła mnie aura Durandala.

Patrz, Xenovio, oto ona.

Technika stworzona przez nas oboje, dwoje Skoczków Rias Gremory!

Zazazazan!

Święte demoniczne miecze wyrosły na całym piętrze. Może i były one słabe, jednakże wzmocnione aurą Durandala stanowiły inną bajkę.

– Narodziny Durandala!

Ostrza przeszyły Yurę-san i Meguri-san. Po chwili zaczęły świecić i zniknęły.

Dwie z głowy. Shinra-senpai najwyraźniej uciekła.

Po chwili także Xenovia zaczęła świecić w moich ramionach.

– Kiba… To był ładny atak. – Znikając, uśmiechnęła się.

Ja też się uśmiechnąłem.

Wpierw przestałem wyczuwać jej ciężar na moich rękach. Potem zniknęła ona sama.

Pariiiin

Po wytworzeniu cichutkiego odgłosu wszystkie miecze, które wyrosły z podłogi, pękły i zniknęły.

Cofnij do rozdziału IV Powróć do strony głównej Przejdź do rozdziału V
Źródło „http://hsdxd.usermd.net/w/index.php?title=High_School_DxD_-_Tom_5_Walc&oldid=14320